Archiwum | Natalia RSS feed for this section

Autostop, autostop!

13 Maj

9 dni. 20 samochodów. 17 mężczyzn, 2 pary, jedna kobieta. 16 osobowych, 4 ciężarowe. 2 500 km. 4 kraje. 8 noclegów.

Obrazek

 

Masa wspomnień.

5 stopni powyżej zera, Nati zakłada rajtuzy (jeszcze bez dziur), za nią z wielkim, ciężkim plecakiem bieży Ewelina. Obie mamy w sobie masę entuzjazmu, bo przecież można wszystko! Ponad 200 drużyn startuje razem z nami z Sopotu do Budapesztu. Para, która jako pierwsza zamelduje się na mecie otrzyma wartościowe nagrody. No, ale nie o nagrody tutaj chodzi.  

Ja i Ewelina, czyli kupa szczęścia. Nie jestem dobrym ‚mapowym’ i nigdy nie pytajcie mnie o drogę. Jednak to ja, jako bardziej zorganizowana część naszej drużyny przygotowałam mapę i plan wydostania się z Sopotu na drogę wylotową do Pruszcza Gdańskiego. I podczas, gdy 400 osób udało się na SKM, my ruszyłyśmy w przeciwną stronę. Za nami jeszcze dwóch naiwniaków. Głupi zawsze ma szczęście, a kiedy jest obok niego drugi taki głupi, to jest ekstra! Pierwszego kierowcy nie złapałyśmy. To on złapał nas. Zatrzymał się i grzecznie zapytał: „Hej dziewczęta! Wywieźć was z miasta?” „Okejos!”. 

Obrazek

Kierowcą okazał się być bloger http://autostopem-przez-zycie.pl/ (Swoją drogą, Jego rady okazały się być bardzo praktyczne. Niestety przeczytałam je dopiero po powrocie:P) Przemek podwiózł nas pod same bramki na autostradzie, mimo, iż spieszył się na obiadek do swojej babci. A ona na pewno nie mieszka przy bramkach:P  Był pierwszym człowiekiem, który pokazał, że kurde, fajni ludzie są na tym świecie! Trzymam kciuki za Twoją kolejną podróż! =) 

Przemek rzucił nam w drodze kilka ważnych porad:

– NIGDY NIE ŁAPCIE STOPA NA AUTOSTRADZIE!

– no pewnie, że nie. Oczywiście. Tak. Yhy.

– I pamiętajcie: jeśli ktoś jedzie tylko 20-70 km dalej, nie wsiadajcie. 100-200 km to minimum.

-no pewnie, okej. dzięki. zapamiętamy. jasne! 

5 minut później. Bramki. Natalia dostaje depresji, bo przecież zimno jej w tych czarnych rajtuzach.  Zatrzymuje się samochód z ludźmi zajaranymi przygodą Międzynarodowych Mistrzostw Autostopowych. 

-Dziewczynki, jedziemy tylko do Starogardu (30 km).

-Okej! Może być! Wsiadamy!  

20 minut później. ŚRODEK AUTOSTRADY. Samochody pędza 140 km/h. Zero miejsca do zatrzymania (z resztą, kto nas zauważy jadąc z taką prędkością…) 17 km do najbliższej stacji. Dlaczego nie posłuchałyśmy Przemka??? 

Kolejna depresja Natalii, która przemienia się w radość, kiedy zatrzymuje się kolejny samochód. Psychoza maniakalno-depresyjna czy coś?

Obrazek

Docieramy do Torunia z facetem, który ratuje swojego kolegę. Stamtąd docieramy do Piotrkowa Trybunalskiego, pierwszym naszym samochodem ciężarowym. Wieziemy HEMOGLOBINĘ. Taka sytuacja. W Piotrkowie Ewelina zaczepia miłego Pana, mówiąc:

-Dzień dobry. A dokąd to Pan jedzie?

-Do Częstochowy, a co?

-A możemy z Panem?

– o.O 

I tak spędzamy miło czas z Panem, który jest rozemocjonowany tym, że mijamy drużyny łapiące gdzieś po drodze stopa.

-Pierwsza dziesiątka! Na pewno! Wygracie! O boże, następni. Widziałyście, stali tam!!! Hahhaha, a wy już tutaj! 

Miły Pan załatwia nam przez CB radio transport do Katowic. Aha, zapomniałam dodać, iż wiozłyśmy mięso do Tesco.

Pan Janusz. Niewątpliwie jeden z najwspanialszych kierowców! Nawet dałyśmy mu piernika w emocjonalnym uniesieniu, a on wcale nie był dla niego.

Wiozłyśmy z nim 15 000 butelek wody do Biedronki oraz otrzymałyśmy w darze całą zgrzewkę. Niestety musiałyśmy odmówić, ze względu na brak miejsca w plecaku. Ale co wypite to nasze. No właśnie. Za dużo wypite. A my ostatni raz siku w Piotrkowie robiłyśmy. 

Katowice. Pan Janusz bardzo się starał, ale nikt dziewcząt z Katowic do Bielska Białej zabrać nie raczył. Tak więc czas opuścić miłego Pana i szwędać się po okolicznych drogach szukając transportu. 

– O nie. Nie wypuszczę was, póki nie znajdę wam bezpiecznego transportu. Jedziemy do Rudy Śląskiej i tam kogoś znajdziemy.

Ruszamy więc do magazynu biedronki, gdzie z całej Polski przywożony jest towar, a stamtąd rozwożony do małych biedroneczek. Strażnik ostrzega: 

– Was tutaj nie ma. Jest tylko kierowca, a Wy siedzicie w środku i się nie ruszacie.

– Okej, dobrze. Oczywiście. Rozumiemy. Zaczekamy.

Tak. Zaczekamy.I tak nachodzi mnie refleksja, że ludzkie potrzeby są tak proste. Albo to pić chce, albo jeść, albo spać. Więc wychodzę. Patrzę. „O jezusie”- myślę. Parking-widzę. Wielki. I wszędzie lampy. I kamery. I strażnik. I ja, której tutaj nie ma, bo przecież nie mogę tutaj być. I moja wielka potrzeba. Zakradam się w ciemny zaułek (no, okej. może nie tak bardzo ciemny, bo przecież te LAMPY!) i…

Wracam do ciężarówki. Z wielką satysfakcją oświadczam, iż tak: udało się! Zrobiłam to! Moja najprostsza potrzeba zostaje spełniona. A ile przy tym satysfakcji. Przecież w Piotrkowie ostatni raz siku robiłam.

Ps. Ewelina też się złamała. A strażnik nas nie złapał:D

Czas na kolację. Pyszne rurki z  kremem. Omnomnom. (Taki tam dietetyczny odpust, który trwa do dzisiaj). Czekamy na kolejnego kierowcę. Jedziemy z nim, super ekstra wypasioną ciężarówą. Najwyższy standard. I wieziemy produkty do Biedronki. 

Obrazek

 

Nocujemy pod namiotem, w pięknej góralskiej wiosce. Postanawiamy wstać wcześnie i ruszyć rano w drogę. Wszystko idzie zgodnie z planem, oprócz wczesnego wstania i ruszenia w drogę. Godzina 16, koniec chodzenia po górach i zajadania się pysznymi ciastami, ofiarowanymi nam w darze. Ruszamy piechotą i trochę rowerem z jednej małej wioski, do drugiej, by przedostać się do troszkę większej wioski, bezpośrednio prowadzącej na przejście graniczne ze Słowacją. Pokazujemy panu, iż nie ma włączonych świateł. Zatrzymuje się i zabiera nas do Milówki. Wychodzimy i wyjmujemy tabliczkę: ZWARDOŃ. Nie zdążyłam się ogarnąć, kiedy podjeżdża samochód. Otwieram drzwi, chcąc zapytać: „Do Zwardonia?”. Słyszę:

-Dziewczyny, jedziecie może do Budapesztu?

– o.O

Oczywiście jechałyśmy. Z przemiłym chłopakiem jadącym po znajomych na lotnisko. W dodatku posiadającym niebywały zasób wiedzy o krajach słowiańskich i zatrzymujący się w małych miasteczkach, po to, by pokazać, że ‚jest pięknie” 

Dotarłyśmy na miejsce o 22.30. Prawdopodobnie byłyśmy w pierwszej 60. lub 70., ale oczywiście nie sprawdziłyśmy. Spędziłyśmy piękne dni w Budapeszcie, gdzie poznałyśmy wspaniałych ludzi (m.in. Ankę, Martę i Michała, którzy okazali się niezawodnymi towarzyszami imprezy i chwilowej bezdomności). Ruszyłyśmy dalej. 

Obrazek

Upał. Moje opuchnięte nogi i włączający się syndrom hipochondryczny. „To na pewno zakrzepica!”

Udaje nam się złapać stopa do Gyor. Bardzo miły Pan. Rozmowny. Angielski? Nie. Niemiecki? Nie. To może rosyjski? Nie. WĘGIERSKI! 

– fohfohown  kcbzjh vfslfb veibk venbkhs hjfihrie jsfierhge osjfieg r jjsf skrjogsks ???

– Yes.

– jeeos irjfir sorhgt gsqafe afafaksgjrogr afojsaogrng?

– Yyyy. No.

– JRfoea aiaasoaj rgojzjakjgroi rsaoajor?

– Maybe. Hi hi. (Czyli nerwowy śmiech).

Ale na miejsce dotarłyśmy. Znowu otrzymałyśmy dar w postaci wody i wywiezienie poza miasto, na drogę wylotową. 

Później małymi kawałkami dotarłyśmy na Słowację, gdzie zaskoczyła nas ciemność. Postanowiłyśmy spać w domku na placu zabaw, ale po ocenie poziomu wygody, doszłyśmy do wniosku, że to nie jest najlepsze miejsce. Znalazłyśmy lepsze. Na polu. 

Kładziemy się spać. Każda z myślą, że ktoś może wejść i coś zrobić. A może dzik, albo szalony rolnik oburzony naszym obozem. Żadna nie mówi drugiej, że się boi. Toć, przecież damy radę! Budzę się słysząc krzyk Eweliny:

– AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!

Więc reaguję, jak na odważną dziewoję przystało:

– AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!

Więc krzyczymy sobie tak razem, kilkadziesiąt sekund. Aż wreszcie pytam:

– CO jest? Co się dzieje?

– Nic. Coś mi się musiało przyśnić.

Rano docieramy do Bratysławy. Tam spotykamy Słowaka i Włocha, którzy noszą nasze ciężkie plecaki. Pokazują mapę i zabierają na piwo i piłkarzyki. Zwiedzamy Bratysławę trzy godziny w pubie, przy piwie i kanapkach. Przecież w ten sposób poznajemy ich kulturę. 

Obrazek

Potem oglądamy miasto. Całkiem fajne. Jemy lody. Całkiem dobre. Spotykamy naszych Polaków, poznanych w Budapeszcie. Całkiem fajnych. Jemy hanuszki (?). Całkiem kiepskie. Pijemy piwo czeskie. Całkiem dobre. I ruszamy dalej. Całkiem dalej. Całkiem obżarte. Całkiem bezkosztowo. Całkiem fajnie. Z NAPRAWDĘ fajnymi ludźmi.

Udaje nam się dotrzeć do Brna. Ale tylko na autostradę. A że miękko, fajnie, trawa, zielono- to postanawiamy spać. Rozbijamy namiot. Ale jakoś głośno jest. Nie wiem. Może dlatego, że ta piękna miękka trawka otoczona jest z każdej strony autostradą? 

Obrazek

Rano łapiemy transport do Pragi. Zatrzymuje się facet. Niemco-węgro-rumun. 

-Olejcie Pragę. Jedźcie ze mną do Berlina!

– Ok.

Więc olewamy i ruszamy do Berlina. Kilka godzin i jesteśmy na miejscu. Z racji tego, iż Budapeszt pochłonął nasze telefony i dowody osobiste nie mamy z nikim kontaktu od paru dni. Zgubiłyśmy też w górach mapy, adresy i takie tam pierdołki, więc nie wiemy, gdzie mieszka Daria, którą to w Berlinie odwiedzamy. Szukamy dostępu do Internetu. Ostatecznie znajdujemy, udając chętne do zakupu tabletów. 

Wszystko się udaje i trafiamy do Darii. Śmierdzące i głodne. Pożeramy wszystko, co znajduje się w zasięgu wzroku. Przerażona Daria wpada w różne dzikie szały wściekłości, ale i tak ją kochamy. 

Spędzamy dwa dni w Berlinie, gdzie średnio nam się podoba. I te ceny z kosmosu! 

Obrazek

W sobotę wracamy do domu. Łapiemy na kartkę: POLSKA. Lecim na Szczecin.

Zatrzymują się ludzie. Pytam: dokąd? Odpowiadają: do Polski! Kontynuuję: ale gdzie dokładnie? 

– Do Gorzowa! 

A to poczekamy jeszcze. Mamy dużo szcześcia, a Gorzów średnio nam po drodze. Trzy minuty później siedzimy w samochodzie do Szczecina. Na miejscu jemy loda. Wreszcie za PLN! =D

Czekamy na parkingu, w ręku trzymając kartkę WAŁCZ. ‚Średni to pomysł’ myślę. Pytamy parę siedzącą w aucie:

-Dokąd jedziecie?

-Do Gdańska. A dokąd chcecie jechać?

– Do Chojnic.

-Hmmm.

Chłopak wpisuje nazwę miejscowości w GPS, po czym mówi: 

– Okej. To tylko 70 km więcej. Wsiadajcie.

Ludzie są wspaniali. A my całe i zdrowe wracamy do domu, gdzie czekają na nas wściekli rodzice. Bo przecież nie było z nami kontaktu. Oj tam. Cejrowski też podróżuje bez telefonu 😉 

We wrześniu ruszamy w dalszą drogę. Tym razem na dłużej.

 

 

Reklamy

Fenoloftaleina

22 Kwi

„Tylko jedna chwila jak fenoloftaleina zabarwi dzień..”. U mnie jest jej baaaardzo dużo:) Wiele osób (a w szczególności jedna), powtarza mi, że powinnam się częściej uśmiechać. Wiem, że wyglądam wiecznie jak naburmuszona feministka, ale uśmiecham się tylko wtedy, kiedy naprawdę mam ku temu powody. A z dnia na dzień jest ich coraz więcej. Przede wszystkim wreszcie mamy wiosnę i mogę pędzić mym rowerem po Toruńskich ulicach (i chodnikach też. Przepraszam wszystkich pieszych, ale naprawdę myślę, że łatwiej jest przesunąć się odrobinę, niż mieć mnie na sumieniu, kiedy rozjedzie mnie rozpędzony samochód). Rower sprawia, że się uśmiecham. Może wyglądam głupio, gdy tak pędzę z bananem na gębie, ale myślę tylko o tym, że ludzie w samochodach narzekają na korki, piesi na ból łydek, a ja sobie wciąż pędzę i pędzę. No, okej. Myślę też o tym, czy na pewno mam powietrze w oponie. Taka fobia z dzieciństwa.

Obrazek

Elegancka Rowerowa Masa Krytyczna. Toruń, 2013.

Tak więc, gdy budzę się rano i widzę kolorowy pojazd prawie w moim łóżku to także się uśmiecham. A w ubiegłą sobotę, tj. 20.04 wybrałam się na Elegancką Rowerową Masę Krytyczną. Oczywiście nie mogło mnie tam zabraknąć! Pogoda dopisała, ludzie ubrali naprawdę eleganckie (bądź oryginalne) stroje i zabrali ze sobą pokłady energii i dobrego humoru. Ja na tę specjalną okazję wykorzystałam po raz drugi mój sylwestrowy strój w stylu lat 80.  znaleziony w sklepie z używaną odzieżą. Był naprawdę kiczowato- elegancki =) I nie dziwię się ludziom, którzy wybuchali śmiechem i spoglądali dziwnie na grupę osób wyruszającą spod akademików. Jaskrawo-różowa dziewoja w kostiumie nie z tej epoki, elegancka dama w kapeluszu a za nimi polski żołnierz i jego towarzyszka, od góry do dołu przyodziana w moro.Obrazek

Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że szczęka mnie bolała od ciągłego uśmiechu. NATURALNEGO! Towarzyszyła mi Ewelina, czyli ‚Pani z mediów”, która rozbrajała wszystkich swoim zacnym uśmiechem. 500. Tylu ludzi przejechało 14 km ulicami Torunia. Wszyscy pokazali, że można w inny sposób spędzić sobotę. I udowodnić, że naprawdę jest NAS wielu. I będzie coraz więcej! =) Tylko kierowcy samochodów jacyś tacy ponurzy. (Sama jestem posiadaczką prawa jazdy i uwielbiam jeździć autem, zwłaszcza terenowym, ale ja sobie przynajmniej śpiewam piosenki, kiedy jeżdżę. Wyglądam idiotycznie, ale na pewno nie ponuro:)).

Obrazek

źródło: http://www.obserwatortorunski.pl

Międzynarodowe Mistrzostwa Autostopowe. Sopot-Budapeszt 2013.

Kolejny powód do radości, czyli nasza autostopowa podróż! Punkty, które odwiedzimy to: poczynając od Kaszub – Brusy; Trójmiasto, cała Polska poprzez Pomorze, aż do uroczej górskiej miejscowości. Słowacja i Węgry. Tam skończymy naszą ‚konkursową część” i wyruszymy dalej odwiedzając Bratysławę, Brno, Pragę i Berlin. Stamtąd postaramy się dotrzeć w jednym kawałku na Kaszuby pokazać się Babci Jadzi, która twierdzi, że „oni cię tam ‚porwią’ w tej Europie”. Pożegnamy się z Kaszubami i postaramy dotrzeć na poniedziałkowe zajęcia. Jeśli się nie uda, nie szukajcie nas. Na pewno gdzieś tam, znalazłyśmy prawdziwe szczęście:P Albo okej. Lepiej szukajcie, bo Babcia Jadzia dużo wie.

Obrazek

Zrywam z Shaunem

Na moje szczęście (lub nieszczęście) na krótko. Ze względu na majówkowy wyjazd, jestem zmuszona odpuścić na 10 dni treningi. Tak więc moja przygoda z Shaunem nie zakończy się 12.05 a w moje urodziny (o jezusie, znowu? o.O).

Obrazek

A na dokładkę niezastąpiony Tom Waits, śpiewający piosenkę, która jest mi szczególnie bliska.

http://www.youtube.com/watch?v=KRfNj2njwTg

Do zobaczenia!

Natalia.

Pierwsze efekty

17 Kwi

Minął ponad miesiąc odkąd zaczęłam ćwiczenia z Shaunem T.

Dokładnie: 38 dni. 31 treningów- zrobione! 2- opuszczone (ja naprawdę chciałam, ale moje drugie ‚ja’- nie). 1275 minut. 21 h 25 minut. Czy coś zmieniło się przez te wszystkie dni?

Tak. Shaun zmienił koszulkę. Teraz ćwiczy w takiej szarej i ma pomarańczowe spodenki. Koszulkę zdejmuje po rozgrzewce.

Obrazek

A u mnie. Po staremu? Zdecydowanie nie. Wiele się zmieniło. Nie ważę się, bo to niepotrzebne, ale ubyło mi kilkanaście centymetrów.

  • Talia -6 cm
  • Biodra -4 cm
  • Udo -3 cm

DSCN1434

Inne zmiany:

  • przede wszystkim jędrniejsze ciało,
  •  nie miałam cellulitu, ale gdybym miała to na pewno zniknąłby w mgnieniu oka:P
  • lepsza kondycja!
  • wyrzeźbiony brzuch,
  • czuję mięśnie o których istnieniu wcześniej nie wiedziałam,
  • ładnie wyrzeźbione plecy oraz ręce,
  • poprawa w robieniu pompek. jest coraz lepiej, ale nadal niefajnie:D
  • uzależniające endorfiny! i satysfakcja po ukończeniu każdego treningu!

FIT TEST:

Tutaj zmiany są spore. Pierwszy fit test był masakrą. Myślałam, że zwymiotuję na pieprzonego Shauna. Po treningu miałam pięciominutową zadyszkę. Następny Fit Test pokazał jak wielkie można zrobić postępy w przeciągu zaledwie dwóch tygodni.

Ćwiczenie/1. Fit test/ 2.Fit test/ 3. Fit test.

  1.  96/119/125
  2.  46/60/68
  3.  88/94/105
  4.  22/30/32
  5.  8/10/13
  6.  14/14/14 – oj tam:P
  7.  10/23/28
  8.  51/73/80

ILOŚĆ POWTÓRZEŃ RAZEM:

1 Fit test/ 2 Fit test / 3 Fit test.

325/423/465

Wiem, że gdybym stosowała porządną dietę, mogłabym znacznie więcej osiągnąć. Staram się jeść zdrowo, ale nie jestem cyborgiem, a normalną kobitą. Nie powinniśmy się katować i odpuszczać sobie wszystkiego. Nienawidzę, gdy ktoś myśli, że żyję tylko dietą, nie jem i nie piję nic zakazanego. Wcale tak nie jest. Wkrótce udostępnię przepisy na pyszne desery, m.in. zapiekane jabłka z żurawiną w sosie waniliowym, mus czekoladowy oraz puszyste naleśniki (bez proszku do pieczenia:P). Oby poszło w cycki!

https://www.facebook.com/pages/We-can-do-it/443833325692814

DSCN1634

Natalia.

Zainwestuj w siebie

14 Kwi

Mówi się, że każda zmiana jest dobra. Na pewno dobra okaże się zmiana stylu życia na zdrowszy. Nawet, jeśli wylewamy siódme poty na siłowni (ulubione powiedzenie: „Pot to łzy tłuszczu” <3), ale nie zwracamy uwagi na to co i kiedy jemy, nigdy nie osiągniemy wymarzonej sylwetki. Tak więc, jeśli chcemy się zmienić, zacznijmy od początku.

Wszystko zaczyna się w kuchni.

1. Paczka ciastek? (No, okej. Zjedz dzisiaj. Niech to będzie pożegnanie z cukrem prostym zamaskowanym w tych uroczych ciasteczkach). Nie trzymaj zapasów słodyczy i innych ‚kuszących’ produktów w swojej kuchennej szafce. Pójście do sklepu „po coś słodkiego” jest zawsze bardziej wymagające, niż kilka kroków do kuchni.

2. Uczyń swoją kuchnię taką, w której chętnie będziesz gotować.

Wiem, że w studenckich warunkach nie jest to łatwe. Zwłaszcza, gdy mieszkamy w wynajmowanych ze znajomymi miejscach, bądź w akademikach, gdzie kuchnia jest na drugim końcu korytarza (czeka mnie to od października). Istnieją jednak takie elementy, które sprawią, że gotowanie stanie się odrobinę przyjemniejsze. Są nimi m.in. pojemniki żywnościowe, porządkujące produkty spożywcze. Sklep PEPCO jest miejscem, gdzie absolutnie nie wolno mi wchodzić. Chciałabym mieć wszystkie pojemniki! W zakupach w tym sklepie nie przeszkadza mi nawet brak gotówki. Pamiętam, że spodobały mi się bardzo małe pojemniczki. Okiem wyobraźni widziałam w nich moje kuchenne dodatki. Wiedząc, że mój budżet przeżywa kolejny kryzys, który nigdy się nie skończy, postanowiłam zakupić ich jedynie 5. Tak bardzo chciałam więcej… Jako, że jestem ‚grzeczną córeczką’ pomyślałam, że mojej mamie również przydałyby się takowe słoiczki. Mama poprosiła o zakup sześciu. Wróciłam do domu i rozpoczęłam wymarzone porządkowanie szafki kuchennej. Siemię lniane, otręby, śliwki, żurawina, wiórki kokosowe i… brak miejsca. Pomyślałam: okej, ‚pożyczę’ pojemniki, które kupiłam mamie, a potem, gdy kryzys finansowy się zakończy, odkupię. Powrót do domu rodzinnego zbliżał się wielkimi krokami, a pieniędzy, jakby ciągle mniej. No trudno. Moje ukochane produkty znowu trafiły do foliowych woreczków. Pożyczone pojemniki zostały umyte i oddane mojej mamie, która ucieszyła się, bo „oderwałaś cenę i kod kreskowy, dziękuję”. Proszę, mamo =P

Obrazek

3. Kup produkty, które są zdrowe i zawsze potrzebne.

Żeby przystąpić do akcji zdrowe odżywianie, należy zainwestować w produkty, które używamy często i nigdy nie powinno zabraknąć ich w Twojej kuchni.

  • makarony brązowe różne
  • kuskus
  • kasza gryczana
  • ryż brązowy, dziki, parboiled,
  • sos sojowy, (używamy do mięs, zamiast soli)
  • oliwa,
  • ocet jabłkowy,
  • mąka ziemniaczana, (do przygotowania znacznie zdrowszej, domowej wersji budyniu)
  • mąka pełnoziarnista pszenna,
  • otręby,
  • siemię lniane,
  • wiórki kokosowe,
  • płatki owsiane,
  • suszone owoce,
  • sezam,
  • przyprawy: bazylia, czosnek granulowany, chili, cynamon, goździki, kminek, imbir, koperek, pietruszka, majeranke, oregano, pieprz biały, pieprz czarny, pieprz cytrynowy, pieprz cayenne, tymianek, kurkuma,
  • pomidory w puszce,
  • pestki dyni, słonecznika.
  • musztarda (mimo, iż jest kontrowersyjna ze względu na cukier w niej zawarty, często jest przydatna do marynat i sosów)
  • miód
  • kukurydza, fasola czerwona (puszka)
  • koncentrat pomidorowy,
  • orzechy ,
  • herbaty owocowe i ziołowe.

4. Przydatne urządzenia.

Z biegiem czasu można udoskonalać swoją kuchnię o narzędzia umożliwiające przygotowanie potraw w odmienny sposób.

  • parowar, zajmuje wiele miejsca, ale niewątpliwie jest tego wart. Przygotowanie potraw  jest mało skomplikowane i pracochłonne. Dania zachowują swój smak, witaminy i kruchość. Najgorsze jest mycie. O jezusie….
  • blender z funkcją miksowania i siekania. Czadersko! Koktajle, dipy, zupy krem.
  • waga kuchenna. Przydatna zwłaszcza dla początkujących. Ludzie często myślą, że jedzą mało, a zjadają za dwoje. Waga zweryfikuje wyobraźnię 😉
  • patelnia teflonowa, grillowa

5. Lista zakupów.

Jestem zwolenniczką zakupów robionych raz w tygodniu. Pozwala to zaoszczędzić czas i zapobiega pokusom. Jednak żeby zakupy były bezpieczne trzeba trzymać się kilku zasad:

I. Unikaj robienia zakupów, kiedy jesteś głodny. Zwiększasz wówczas ryzyko zakupu tuczących produktów.

II. Weź ze sobą listę zakupów i ściśle się jej trzymaj.

III. Czytaj uważnie etykiety. Unikaj produktów, które mają cukier, dużo tłuszczu i kalorii. Produkty light często są nimi jedynie z nazwy. Najlepsze produkty to takie, których skład jest krótki i wiesz czym jest poszczególny składnik. Jeśli nic Ci nie mówi nazwa benzoesan sodu, lepiej odłóż produkt.

5. Naucz się zamieniać.

Obrazek

6. Planuj jadłospis.

Ciężko jest zrobić zakupy na cały tydzień, nie robiąc przy tym jadłospisu. Kiedy trzymamy się  planu, jest łatwiej wytrwać. Oczywiście pamiętajmy, że to nie dieta, a styl życia, więc weekendowe grzechy nie są niczym strasznym. Często jest tak, że ludzie poddają się, gdy się złamią i zjedzą coś ‚zakazanego’. Prawda jest taka, że wszystko jest dla ludzi i pyszny kawałek ciasta nie zrobi z Ciebie grubasa! 😉

Wracając do jadłospisu. Ja układając go, zwracam uwagę na to, jak maksymalnie mogę wykorzystać dany produkt, nie marnując go. Zatem kupując np. sałatę lodową, przygotowuję liczne sałatki na jej bazie. Po to, by nie jeść przez cały tydzień tego samego wariantu. Czasami robię obiad „na dwa dni”. Jadłospis nie jest ścisłym planem, z którego ram nie wychodzę. Jest tylko pomocą przy tworzeniu listy zakupów. Dzięki niej kupuję tylko to, czego potrzebuję.

Przykładowy jadłospis stworzony przeze mnie:

Posiłek/ Dzień Poniedziałek Wtorek Środa Czwartek Piątek Sobota
Śniadanie chleb z serkiem serek wiejski, chleb sojowy owsianka, mleko 0,5%, ziarna, owoce suszone, 1/2 banana mleko 05,% szklanka, jajko z selerem, serem fetą, tunczykiem, pomidorem, ogórkiem, sałatą lodową, polane dipem meksykańskim pomidor, jogurt, sałąta lodowa, dyniowe pestki, chleb, rzodkiewki chleb, warzywa
II śniadanie owoce jogurt naturalny, musli, ziarna, 200 kcal jabłko, 1/2 banana, grejpfrut warzywa z dipem meksykańskim owoce owoce
Obiad pulpety z cukinii i mięsa mielonego: mięso mielone, cukinia, cebula, sos sojowy, musztarda, jajko, otręby, przyprawy kasza, jogurt (sos) warzywa mrożone, jajko TADŻIN: pierś z kurczaka, cebula, suszone figi, morele, daktyle, oliwa, czosnek, przyprawy, musztarda kuskus po arabsku: pierś, kuskus, cebula, pomidor, pietruszka, ogórek, cytryna, papryka, pomidory w puszce, ratatouille: cukinia, marchew, por, papryka, pieczarki, jogurt, bulion, pietruszka, mozzarella Ratatouille
Przekąska   kefir, otręby kawałek pumpernikla z serkiem jogurt, żurawina, pestki dyni mozzarella, pomidor, ogórek, sos twaróg chudy, warzywa, chlebek chrupki
Kolacja   serek wiejski, pomidor, ogórek, cebula sałatka z tuńczykiem:sałata lodowa, tuńczyk, feta, pomidor, ogórek, cytryna, zioła sałatka drobiowa:pierś, jabłko, seler naciowy, sos jogurtowy, dymka jajka gotowane, warzywa, sos serek wiejski

Na koniec coś dla tych, którzy nadal zastanawiają się czy warto zmienić styl życia:

image (1)

Natalia.

Danie główne: RUKOLA

10 Kwi

Przekąska, dwa obiady i kolacja. Przedstawię Wam przepyszne dania, które są bardzo smaczne, pożywne a jednocześnie dietetyczne oraz zawierają cudowną zieloną roślinkę: RUKOLĘ.

Jest ona bogatym źródłem witamin i minerałów. Chroni przed rakiem, zwiększa odporność, jest lekkostrawna i niskokaloryczna oraz ma działanie bakteriobójcze.

Zacznę od przekąski, czyli sałatki z rukoli.

Obrazek

Co potrzebujesz?

Rukolę, 1/2 pomarańczy, kilka zielonych oliwek, odrobinę sera feta.

Sos: cytryna, ocet jabłkowy, musztarda, 1/2 łyżeczki miodu, sól, pieprz, odrobina wody.

Obrazek

Czas na obiad, czyli kurczaka przygotowanego w parowarze, brązowy ryż oraz kolejną odsłonę rukoli.

Obrazek

Pierś z kurczaka marynuję w sosie jogurtowo-musztardowym z dodatkiem cytryny, oliwy i przypraw. Wkładam na minimum godzinę do lodówki. Następnie wkładam mięso do parowaru, nastawiam na 20-25 min. W tym czasie gotuję ryż (brązowy oczywiście. Biały jest oczyszczony, także z cennych witamin i błonnika). Przygotowuję sałatkę z rukoli.

Rukola, pomidor, cebula dymka, szczypior, cebula czerwona i tradycyjny i najszybszy sos: oliwa, przyprawy, woda, suszona natka pietruszki, cytryna.

Obrazek

Placki z cukinii.

Przygotowane specjalnie dla wspaniałej recenzentki. Zjadła dużo, więc raczej smakowało (pozdrawiam Cię szczupły obżartuchu!)

Obrazek

  • cukinia
  • cebula dymka
  • cebula czerwona
  • czosnek
  • pierś z kurczaka
  • pomidor
  • kukurydza z puszki
  • ser feta
  • jogurt naturalny
  • mąka pełnoziarnista lub otręby (ja osobiście polecam otręby. są znacznie zdrowsze i mniej kaloryczne)
  • oliwa
  • jajko

Sposób przygotowania:

Cukinię umyć, zetrzeć na tarce na dużych oczkach. Włożyć do durszlaka, posolić i odstawić, po to, by wypłynął nadmiar wody. W tym czasie pozostałe warzywa i ser feta pokroić i włożyć do miski. Kurczaka przyprawić i podsmażyć (placki smaży się krótko. Nie na tyle długo, by kurczak zdążył się porządnie usmażyć). Usmażonego kurczaka i cukinię wrzucić do miski z warzywami i serem. Dodać jajko, jogurt naturalny, oliwę (dzięki dodaniu jej do masy, placki nie przywierają do suchej patelni), przyprawić. Połączyć wszystko z mąką lub otrębami. Smażyć na złoty kolor z obu stron. Podawać z ulubionym sosem (tylko nie majonezowym, bo zniszczycie to arcypiękne dzieło wymyślone przeze mnie. Taka skromność na kolację.:P)

W tym daniu nie ma rukoli, ale jest na zdjęciu. Pozdrawiam rukolę.

Obrazek

I ostatni pomysł na danie, kolejny raz z rukolą (tym razem nie tylko na zdjęciu).

Sałatka „w sam raz na kolację”.

Obrazek

  • jajko
  • rukola
  • pierś z kurczaka (przygotowując obiad, ugotowałam w parowarze więcej kurczaka z myślą o kolacji i zaoszczędzonym czasie)
  • cebula dymka/czerwona,
  • szczypiorek,
  • pomidor,
  • kilka oliwek,
  • feta,
  • sos (tak jak w sałatce do obiadu).

Obrazek

Jak widać, sałatki te są do siebie podobne. Jednakże rukolę można przygotować zarówno w wersji lekkiej (do obiadu), w wersji słodkiej (przekąska) oraz w wersji zapewniającej białko potrzebne do wieczornego posiłku (sałatka z jajkiem i kurczakiem).

Zdaję sobie sprawę, iż prezentowane tutaj przepisy nie zawierają szczegółowych opisów przygotowania. Robię to dlatego, że nie istnieje u mnie w kuchni ‚miarka’. Większość dań przygotowuję na ‚oko’, na zasadzie uczenia się na własnych błędach. Mam nadzieję, że potrawy te nie będą przepisem krok po kroku, a krokiem do czerpania inspiracji i tworzenia własnych kombinacji. =)

Powodzenia!

Natalia.

https://www.facebook.com/pages/We-can-do-it/443833325692814

Szpinakowa pasta kanapkowa.

4 Kwi

Po umieszczeniu na naszym „fejsbukowym fanpejdżu” – https://www.facebook.com/pages/We-can-do-it/443833325692814 zdjęcia roladki szpinakowej przygotowanej przez moją mamę, dostałam kilka wiadomości z prośbą o przepis. Zamieszczam i życzę smacznego! =)

Obrazek

Co potrzebujemy do przygotowania pasty?

Biszkopt szpinakowy:

  • 250 g mrożonego szpinaku rozdrobnionego,
  • 2 jajka,
  • 3 ząbki czosnku,
  • sól,
  • pieprz

Farsz:

  • 100 g masła,
  • 1 serek topiony (my, żeby ‚odchudzić’ naszą pastę zamieniłyśmy serek topiony na 1/2 kostki chudego twarogu)
  • 1 jajko,
  • 2 ogórki konserwowe,
  • 3 łyżki kukurydzy z puszki,
  • 3 łyżki groszku z puszki,
  • sól,
  • pieprz,
  • w zależności od upodobań można dodać inne warzywa. U nas: rzodkiewka, papryka konserwowa oraz kiełki brokuła, które nakładamy na przygotowane kanapki

Sposób przygotowania:

  1. Biszkopt szpinakowy: Szpinak rozmroż i duś na patelni do odparowania wody. Dodaj przeciśnięty przez praskę czosnek i dopraw solą i pieprzem.
  2. Wyłóż szpinak na sitko i przestudź. Przełóż do miski, dodaj źółtka, wymieszaj i zostaw do całkowitego przestygnięcia.
  3. Ubij na sztywno pianę z białek i dodawaj ją po trochu do zimnego szpinaku, delikatnie mieszając.
  4. Masę wyłóż na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i piecz ok. 15 min. w temp. 160˚C. Po wyjęciu zwiń roladę i pozostaw do ostygnięcia.
  5. Farsz: utrzyj masło, dodaj do niego serek/twaróg i dokładnie wymieszaj. Połącz z ugotowanym na twardo jajkiem (pokrojonym w kostkę) i ogórkiem, kukurydzą, groszkiem i innymi warzywami. Całość wymieszaj i dopraw.
  6. Rozłóż farsz na biszkopcie szpinakowym i ponownie zwiń w roladę.
  7. Wstaw do lodówki.
  8. Jedz.
  9. Ciesz się, bo zrobiłeś coś dla siebie.
  10. I wyszło.
  11. Smakowało.
  12. I było zdrowe.

Obrazek

Natalia.

A dlaczego gruszka…?

2 Kwi

Gdybym miała możliwość zmiany swojego ciała, to zmieniłabym wszystko poczynając od stóp, a kończąc na głowie. Za duży palec od stopy, drugi dłuższy od pierwszego, nie te łydki, grube uda, wielka dupa, nie taki brzuch, za małe cycki, drugi podbródek, za długie ręce, wąskie usta, duży nos, żabie oczy (i jeszcze niebieskie), blond włosy, cienkie i nieukładające się. A i jeszcze te nieszczęsne, wielkie uszy. Ogólnie figura też nie taka: gruszka?? Chcę być jak pietruszka.

(Swoją drogą, polecam bardzo piosenkę, która wprawia mnie w naprawdę dobry nastrój i jestem pewna, że spora część kobiet, może się z nią utożsamiać 😉 http://www.youtube.com/watch?v=8lUGwohNNWg )

Obrazek

Tak kiedyś myślałam. Dzisiaj patrzę na siebie trochę inaczej. Jeśli nie mogę czegoś w sobie zmienić, staram się zaakceptować. Jeśli coś można wyrzeźbić, ukształtować- dążę do tego. Nigdy, przenigdy nie będę stuprocentowo zadowolona z siebie. Zawsze można zrobić więcej i więcej. I nigdy, żaden z nas, nie jest w stanie przypodobać się wszystkim. Kiedyś bardzo chciałam wyglądać jak wyżej wspomniana ‚pietruszka’. Chude, kościste nogi, brak tyłka, cycków. Ot, taka współczesna modelka. Wystarczyło po prostu nie jeść. Okej, udało się! Ważę nieco ponad 50 kg przy wzroście 173 cm. Teraz mogę wrócić do normalnego „żarcia”, bo to nie było „odżywianie”. Wróciłam. A waga razem ze mną. Do niej dołączyło jeszcze kilka dodatkowych kilogramów. Taki bonus. No, przecież biedactwo tak mało jadło w ostatnim czasie, że musimy zadbać o to, by w przyszłości był zapas energii! Innymi skutkami mojego „odchudzania” było zwolnienie metabolizmu a nawet pogorszenie stosunków z przyjaciółmi, gdyż nigdzie nie chciałam wychodzić, bo przecież mogę się ‚złamać’ i coś zjeść. Z perspektywy czasu widzę, że decyzja o tym, żeby schudnąć (dzisiaj chciałabym ważyć tyle co przed ówczesnym przejściem na dietę:P) była jedną z najgłupszych decyzji w moim życiu. Gdybym teraz mogła cofnąć się w czasie, po prostu zaczęłabym zdrowo jeść i więcej się ruszać.

Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że wcale nie podobają mi się sylwetki wychudzonych modelek, pozbawionych kobiecych kształtów. Zdecydowanie seksowniejsza jest sylwetka Beyonce, niż np. Anji Rubik (którą oczywiśćie szanuję i jestem dumna z jej sukcesów).

Obrazek

Jak już wspomniałam nigdy nasze życie, zachowanie i wygląd nie będą pasowały wszystkim. Chciałam być chuda, słyszałam: „w ogóle nie masz tyłka”. Przytyłam: „ale masz wielkie uda”. Nie ćwiczyłam: „jesteś chuderlak, sama skóra i kości”. Zaczęłam uprawiać sport: „masz mięśnie jak chłop”.

Na szczęście wszystkie te komentarze są dla mnie bezwartościowe. Ludzie szukają w innych wad. Chcą poczuć się lepsi, sprawić przykrość innym. Nawet jeśli większość twierdzi, że moje łydki są okropnie umięśnione, jeden miły komentarz na ich temat wymazuje negatywne słowa. Wszystkie.

Obrazek

Nie patrzcie na to, ile waży koleżanka. Pokażcie, że robicie coś dla siebie. Nawet jeśli ona wygląda ślicznie, jest szczupła i właśnie zjada ze smakiem naszego ulubionego batonika, nie poddawajmy się. Udowodnijmy sobie, że też możemy tak wyglądać. Z satysfakcją patrzmy na nasze postępy i pokazujmy, że nie interesuje nas co myślą inni, bo przecież wszystko to robimy dla siebie. Nie dla nich.

Obrazek                                                                                                                             Natalia.